Długo zajęło mi napisanie kolejnej części podróży do Australii, ale w końcu jest.

2 tygodnie w Australii podzieliliśmy na Melbourne i region Gippsland. W ciągu tego czasu mieliśmy okazję poznać ludzi, ich mentalność, przekonać się, że w lecie można też konkretnie zmarznąć. Moim numerem jeden jest natomiast ocean i już nie mogę doczekać się kolejnej podróży, bo za cel wzięłam zmierzenie się z australijskimi falami na desce surfingowej.

W takich chwilach bardzo cieszę się, że prowadzę bloga, bo właśnie pozwala mi zapisać te momenty i odczucia, które najmocniej zapadły mi w pamięci i które zwróciły moją uwagę…

Ocean

W życiu nie widziałam niczego piękniejszego. Nawet w Japonii nie zauroczył mnie jak ten w Australii. Uwielbiam wodę, a ten widok przerósł wszystkie moje wyobrażenia. Kolor wody, fale i ten szum… Dodam, że w Gippsland (region Australii, w którym zatrzymaliśmy się) jest jedna z najdłuższych plaż na świecie 90 miles beach. Szum oceanu, turkusowy kolor wody… coś niesamowitego!!! Przemierzyliśmy kilometry spacerując po plaży i nigdy nie mieliśmy dość widoków.

Ludzie

Australijskie powiedzenie Now worries zdecydowanie do mnie przemawia. O Australijczykach napiszę więcej w kolejnym poście.

Ptaki

Jeśli ktoś narzeka na nasze polskie wrony to po usłyszeniu australijskich ptaków szybko porównałby krakanie naszych rodzimych skrzydlatych do śpiewu słowików.  A zamiast gołębi zobaczymy tam stada barwnych drących się papug Lorikeet. Niekiedy nie potrafiłam odróżnić głosu ptaka od krzyczącego rozpaczliwie dziecka, a jeszcze inne można było porównać do złośliwego śmiech, czy głosu rozpaczy. Urzekły mnie czarne papugi Galah i  śmiejący się ptak o ciekawej nazwie Kookaburra o wyjątkowym wyglądzie i zachowaniu. A i nietoperze w Melbourne. Pierwszy raz słyszałam coś takiego. Po zmroku na podwórkowym drzewie cytrynowym zleciało się ich całe stado. I krzyk był wręcz przerażający.

Pogoda

Zmienna- słoneczna, gorąca, wręcz upalna w lecie. Pewnie wszyscy sobie tak wyobrażają Australię. Oczywiście nie zaprzeczę. Na południu faktycznie dochodzą rekordowe temperatury, ale… no właśnie, ale do czasu gdy nie powieje spod koła podbiegunowego. W trakcie naszego pobytu pogoda była nieobliczalna. Niekiedy wahała się w granicach 20 stopni, a raz spadła z 25 do 5 stopni w nocy, a przypominam, że to wciąż było lato. Zauważyłam, że Australijczycy są bardzo przyzwyczajeni do takich wahań. Spędzając czas na St Khilda wieczorem miałam już na sobie dwie bluzy, gdzie inni naokoło nadal chodzili uśmiechnięci z krótkim rękawkiem.

Przyroda

Trochę przypomina czasy prehistoryczne. Zupełnie inny świat. Zrozumiałam czym tak naprawdę jest busz.

Kangury

Lecąc do AU założyłam sobie, że muszę mieć fotkę z kangurem. Na miejscu okazało się, że kangury żyjące na wolności są jednak bardzo dzikie i w życiu nie dadzą się podejść bliżej niż 100 metrów. No może oprócz jednego małego walabi (odmiana kangura), który zagapił się i nie zauważył mnie skradającej się tuż obok. Informuję więc oficjalnie, że wszystkie słit focie z kangurami ludzie robią sobie w ogrodach zoologicznych/chronionych rezerwatach. Ale i tak cieszę się, że miałam okazję zobaczyć je całkowicie żyjące na wolności w ilości nie do policzenia. Obok domu, gdzie zatrzymaliśmy się była łąka, na której żyło całe stado kangurów tych większych i mniejszych walabi, a niekiedy rano podchodziły pod samo ogrodzenie. To naprawdę przesłodkie zwierzęta.

Węże i pająki

Z tymi drugimi nie miałam bliskiego spotkania, ale węże to już co innego. Jeden żył nawet pod domem, inny pełzał po ogrodzie, kolejne wygrzewały się na środku piaszczystej drogi. I iguany… Często spotykaliśmy je przed wejściem na plażę. Ale to są bardzo płochliwe gadziska i gdy tylko słyszą głos kroków szybko wycofują się i znikają. Ogólnie nie miałam sytuacji, w której byłabym bardzo zaskoczona i wpadła w panikę. Ciekawa jestem jakie doświadczenia mieli inni 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.