Przychodzi taki moment, kiedy człowiek dąży do tak zwanej „stabilizacji”. Stała praca, własny kąt, małżeństwo, samochód, dziecko, regularne zajęcia, codzienne obowiązki, etc. Poczucie panowania nad własnym życiem daje ogromy komfort i poczucie bezpieczeństwa. Więc czego tak naprawdę chcieć więcej? Przecież od zawsze pragnęliśmy, aby nic, ale to nic nie zaburzyło naszej ciężko zbudowanej harmonii.
Czy faktycznie stabilizacja jest tym samym co szczęście?
Za ten komfort niekiedy możemy słono zapłacić. Czym? Rutyną! Która potrafi zburzyć ten pięknie poukładany świat. Wydaje się nam, że jest ciężko zrobić coś ponad normę, więc ograniczmy się do codziennych obowiązków, a każda nowość wywołuje w nas obawy, a niekiedy i strach. W zasadzie po co coś zmieniać jeśli mamy to już sprawdzone, jest wygodne, nie wymaga wysiłku? Przecież jest mi tak dobrze.
Mój punkt widzenia.
Osobiście mam już to chyba w naturze, że na każdym kroku muszę próbować nowych rzeczy, aby nie zwariować. Nie zawsze wychodzi mi to na dobre i 70% z tych prób jest totalną klapą. Ale żeby nie było, spróbowałam i przynajmniej wiem z czym to się je.
Życie oferuje nam tyle ciekawych doznań, smaków, że trudno jest się czasami oprzeć. Mam nieodpartą potrzebę poznawania nowych rzeczy, sportów, nowinek. Bardzo rzadko można ode mnie usłyszeć, że czegoś nie lubię. Nie zamykam się przed niczym, a staram się to lepiej poznać i zrozumieć. Ten głód nowości jest moją równowag.
Pewnie niektórzy pomyślą, że brzmi to słodko i idealistycznie.
Owszem, nie zawsze jest różowo, niemniej jednak dużo zależy od naszych wyborów. Warto jednak pamiętać, że im więcej rutyny pojawia się w życiu tym chęć i motywacja do działania maleje wprost proporcjonalnie. Z drugie strony im więcej nowych impulsów, smaków, wydarzeń, tym więcej energii wraca do nas, a to z kolei motywuje do podejmowania kolejnych nowych super wyzwań. Stabilizacja jest prosta i nie wymaga żadnego wysiłku, jednak jej późniejsze skutki odbijają się czkawką na naszym samopoczuciu. Warto wykrzesać z siebie trochę energii i powoli mnożyć ją.
To działa jak koło zamachowe- energia, którą oddajesz wraca do ciebie zawsze.