Tajlandia była jedynie dla nas tranzytem w drodze do Australii. Postanowiliśmy jednak wykorzystać sytuację i spędzić kilka dni na jednej z wysp- trafiło Koh Chang. Zbyt wiele nie oczekiwałam od niej. Po wyszukaniu informacji i opinii w internecie nie nastawiałam się zbyt optymistycznie. Poniżej znajdziecie informacje jak dostać się na wyspę Ko Chang z Bangkoku, gdzie się zatrzymać i zjeść najlepszy sea food. O tym wszystkim przeczytacie poniżej.
KOH CHANG – PODSTAWOWE INFORMACJE
Wyspa Słonia to trzecia co do wielkości wyspa Tajlandii znajdująca się na wschodnim wybrzeżu Zatoki Tajlandzkiej w pobliżu granicy z Kambodżą. Jest bardzo górzysta co można odczuć jadąc skuterem czy innym środkiem transportu. Jeśli ktoś planuje treking ma okazję zobaczyć liczne strumienie i wodospady. Baza noclegowa jest ogromna i zróżnicowana- dla każdego coś się znajdzie o czym piszę poniżej.
JAK DOJECHAĆ NA KOH CHANG?
Z Bangkoku na wyspę trzeba pokonać 300 km drogą lądową i wodną. Dlatego po przylocie od razu udaliśmy się do stanowiska z podaną nazwą wyspy Ko Chang i zarezerwowaliśmy transport w obie strony. Koszt przejazdu to 900 batów (ok 90zł). Obejmuje przejazd do Tratu, prom oraz transport w wybrane miejsce na wyspie co jest dużym udogodnieniem. Nie trzeba oddzielnie organizować przejazdów- mamy wszystko w pakiecie. W zależności od ilości osób, jeżdżą minibusy lub autobusy- oczywiście klimatyzowane żeby nie było i całkiem komfortowe. Z lotniska BKK odjeżdżają o godzinie 11am i 2 pm. Jeśli jest taka możliwość warto celować na ten pierwszy, ponieważ jazda może przeciągnąć się do 7 godzin. Więc zanim dojedziecie do celu będzie już ciemno.
Powrót należy potwierdzić 2 dni przed odjazdem. Tu mamy dwie opcje- albo pojawiamy się przy postoju busów, albo domawiamy transport do postoju busów za 100 THB od osoby.
Jeśli nocujecie jeszcze w Bangkoku to spora część hoteli oferuje także transport, nie tylko na tą wyspę.
W między czasie czekając na busa można coś zjeść. Na lotnisku na parterze jest ogromny food court. Jeśli nie zdążymy zjeść to nie ma co się martwić, ponieważ bus zatrzymuje się mniej więcej co 2 godziny w miejscach, gdzie można kupić coś do jedzenia. BTW zauważyłam od razu, że Tajowie uwielbiają jeść, gdyż kierowcy na każdym z tych przystanków opychali się czymś.
W DRODZE NA WYSPĘ KOH CHANG
Droga na wyspę przeciągnęła się nieco ze względu na to, że nie zdążyliśmy na prom. W Trat czekaliśmy pół godziny zanim nadpłynął kolejny. W Tajlandii noc zapada już po godzinie 18, więc płynąc promem otaczała nas zupełna ciemność i czułam się lekko zdezorientowana nie widząc celu podróży.
Już na samej wyspie byłam bardzo zaskoczona górzystym ukształtowaniem. Z podziwem słuchaliśmy wycie silnika wjeżdżającego pod górę, a zjeżdżając z w dół- pisku hamulców 😉
KOH CHANG – GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ?
Jako miejsce docelowe wybraliśmy bungalowy zlokalizowane blisko plaży White Sand- KP Huts. Oczywiście nie rezerwując wcześniej miejsca bo po co … coś się znajdzie… jakoś.
Dotarliśmy lekko po 9pm, a na miejscu przywitało nas kilka szczeniaków i osoba z obsługi nie mówiąca zupełnie po angielsku. Wokół ani żywej duszy, bo jak się później okazało wszyscy chodzili tu spać niemalże po zachodzie słońca. A więc zero imprez wokół, cisza i błogi spokój. Całe szczęście zostało jeszcze kilka ostatnich domków. Ceny to 500 batów za bungalow bez łazienki, 800 z łazienką. Przy czym na terenie był dostępny długi ciąg sanitarny, czysty i bardzo zadbany,. Gratis gekony do towarzystwa jakby komuś brakowało wrażeń pod prysznicem.
Czym prędzej zrzuciliśmy plecaki i pobiegliśmy „na miasto” coś zjeść. Owe miasto to jedna ulica, przy której znajdowało się kilka straganów- ale ze świetnym jedzeniem- np. padh tai czy świeżutka wędzona makrela.
Jeśli chodzi o bungalowy to są to proste drewniane chatki. W środku łóżko, moskitiera, pod sufitem wiatrak, łazienka z toaletą i prysznicem opcjonalnie. Żadnych luksusów i dogodności. Za to czysto i pachnąco.
PIERWSZE WRAŻENIA NA WYSPIE KOH CHANG
Rano obudził mnie szum morza i głośne krzyki ptaków. O rany, jak wyszłam z pokoju nie mogłam uwierzyć, że tu jestem. I po raz kolejny moje wyobrażenia i oczekiwania zostały daleko w tyle, a rzeczywistość je przerosła. Od razu pobiegłam budzić pozostałych, bo co będziemy marnować taki piękny dzień. Czekając na pozostałych dostałam od przechodzącego nieznajomego piękny kwiat neroli, który wylądował od razu w moich włosach.
Pierwszy poranek przywitał mnie tak cudownie, że zapomniałam o wszystkim z czym zmagałam się jeszcze 2 dni temu. Mogłam beztrosko relaksować się i upajać każdą chwilą. Po tylu tygodniach intensywnego smogu warszawskiego, w końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Po tylu tygodniach mrozu, braku słońca, ciągłego stresu, wyczerpania i życia w zgiełku mogłam spokojnie usiąść w słońcu i podziwiać soczyście zieleną roślinność w totalnie błogiej atmosferze. OMG czytając to ponownie trochę to zaczyna dziwnie brzmieć, ale w tamtym momencie naprawdę ogarnęła mnie euforia.
4 dni spędzone na wyspie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Przyznaję, że nie zwiedziliśmy nic innego poza plażą i okolicznymi knajpkami poszukując najlepszego jedzenia. Żadnych skuterów, wypadów nad wodospady, Po prostu cieszyliśmy się każdą chwilą w słońcu.
Na jeden temat chciałam zwrócić uwagę. Koh Chang to wyspa słonia i jej główną atrakcją są m. in. słonie. Widziałam miejsca, gdzie można przejechać się na słoniu. Błagam! nie róbcie tego! Bądźcie świadomymi podróżnikami. Słonie są okrutnie tresowane przez człowieka, aby można było je później wykorzystywać w celach turystycznych. Więcej możecie przeczytać TUTAJ na stronie National Geographic
Koh Chang w Tajlandii – dlaczego warto pojechać na wyspę
Cisza i spokój- nie wiem, czy jest to spowodowane terminem naszego pobytu (początek lutego), czy lokalizacją, ale spodziewałam się zdecydowanie bardziej tłocznych plaż. Jak wyglądało naprawdę wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Żeby ktoś nie pomyślał- nie czekałam aż kadr zrobi się pusty, ani nie wstawałam o świcie. Wokół żadnych imprez. Po zmierzchu robi się pusto i cicho.
PLAŻE– duże, czyste, z mięciutkim miałkim piaskiem, który przykleja się do skóry i tak z nami zostaje na dłużej. Woda rewelacyjnie ciepła i jest bardzo płytko.
JEDZENIE– znaleźliśmy dwa super miejsca. Jedno przy plaży, gdzie serwują rewelacyjne curry w różnych wersjach- każde obłędne. Uwielbiam to miejsce: Za psa, który wyglądał z białą czupryną jak gremlin. Za leżaczki na których mogłam oglądać przepiękne zachody słońca. Za wieczór kiedy chcieliśmy kupić u nich colę, a trafiliśmy na przyjęcie urodzinowe lokalsów i zostaliśmy przy okazji nakarmieni tortem jakiego w życiu nie jadłam… mniammm!
Hurtownia owoców morza
Drugie miejsce odkryliśmy dzień przed wyjazdem. Przeglądając menu wystawione na ulicy podszedł do nas chłopak i z entuzjazmem zaczął opowiadać co serwują. Po namyśle skusiliśmy się na małe co nieco, a skończyło się na wielkim talerzu krewetek, nie mniejszej porcji zielonych małż, poprzez ostrygi kończąc na grillowanej barakudzie. Te dwa pierwsze dania były tak apetyczne, że nawet nikt nie pomyślał żeby chociaż zdjęcie zrobić. Jeśli będziecie na wyspie szczerze polecam to miejsce. To raj dla fanów owoców morza. A tak poza tym to jest to hurtownia ryb i owoców morza. Byliśmy świadkami jak pracownicy resortów przyjeżdżali po zaopatrzenie. A to świadczy, że nie jest to przypadkowe miejsce i muszą mieć zawsze świeże jedzenie.
Bardzo ciężko było mi rozstać się z wyspą. Żałuję, że spędziliśmy tak mało czasu, bo miejsce jest przepiękne i idealne na chill.
Kolejny przystanek- BANGKOK i lot do AU
Koh Chang to pzrede wszystkim miejsce, w którym można się zrelaksować w rajskim otoczeniu. Na wyspie znajdziesz przepiękne plaże.