Od zawsze lubiłam wodę. Czas nad jeziorem/rzeką/morzem jest dla mnie najlepszą formą spędzania wolnego czasu i relaksu. A do tego w 2016 złapałam bakcyla do windsurfingu i przepadłam całkowicie. W tej chwili każdy mój weekend od maja do września podyktowany jest siłą wiatru. Sprawdzanie pogody jest niemal obsesją (przyznaję, że nawet pisząc ten tekst odświeżałam stronę meteorologiczną, aby upewnić się, czy aby nic się nie zmieniło i w weekend będą warunki.
Początki były niespodziewanie proste. Stanie na desce i utrzymanie równowagi nie sprawiały mi żadnego problemu. Chyba dzięki jodze… Manewry, zwroty, halsowanie również opanowałam ekspresowo. I tak cały zeszłoroczny sezon przepływałam doskonaląc umiejętności na desce mieczowej.
Pasja
W tym sezonie, przyznam, że nie wiem jak to zrobiłam, ale na tej topornej desce weszłam niemalże w ślizg. Znajomi ze spotu widząc to zabronili mi więcej pływania na tym „materacu” i natychmiast kazali przesiąść się na bezmieczówkę. I się zaczęło… totalnie inny styl pływania. Lekko, gładko, szybko i przyjemnie. Ale… no właśnie… Łatwo wypłynąć, ale trudniej wrócić. Ciągnięcie deski brzegiem do spotu zaliczone. 2 godzinne halsowanie do brzegu zaliczone. Siniaki w każdym możliwym miejscu zrobione podczas wpinania się w trapez- również zaliczone! Przyznaję, że ta cała euforia surfowania w pewnych momentach równoważy się z frustracją. Bo jak daleko do brzegu, a wiatr nie pomaga, czasami zastanawiam się po co mi to wszystko. Przecież można jak normalna dziewczyna poleżeć na plaży, poopalać się… Ale nie! I dalej będę próbować swoich sił i nie poddawać się nawet jeśli brzeg będzie daleko. To się chyba nazywa pasja.
Czy egoizm musi być zawsze zły?
Z jednej strony jest to super sprawa, bo daje ogromną przyjemność i satysfakcję. Ale z drugiej strony czasami skłania nas do egoizmu i stawiania swoich zamiłowań ponad bliskich. Czy coś co robimy sami dla siebie z pasją i zamiłowaniem musi być egoizmem?
W teorii egoista to osoba, którą interesuje głównie jej własne dobro, nie zwracając zbytniej uwagi na potrzeby innych.
Jednak w rzeczywistości każdy potrzebuje w życiu odskoczni, realizowania samego siebie i swoich pasji. Zdrowy egoizm dodaje pewności siebie, a realizowanie swoich pasji pomaga rozwinąć nie tylko umiejętności w swojej dziedzinie, ale także otwierać się na nowe możliwości i pomaga skupić na rzeczach ważnych dla nas samych, o czym nam dziewczynom czasami zdarza się zapominać. Z początku miałam bardzo duże wyrzuty sumienia, że poświęcam zbyt mało czasu bliskim. Jednak z czasem to minęło, gdy zauważyłam, że w zasadzie żadna tragedia się nie dzieje, a wręcz przeciwnie. Moi bliscy zaczęli to doceniać i szanować. Powiedzmy szczerze: pasja wzbogaca człowieka, tworzy i kształtuje jego osobowość. Stajemy się „jacyś”, nabieramy charakteru i indywidualności. Stajemy się po prostu sobą i nikt nie powinien nas w tym ograniczać- kropka!
I tak gadko przeszłam od windsurfingu po pasję i egoizm. A wracając do tematu… Deska to przede wszystkim fajna forma aktywności, ale oprócz tego nauczyła mnie wytrwałości i konsekwencji (bo jak wiatr nie chce z tobą współpracować i nie chcesz wylądować w zaroślach to mimochodem uczysz się tego).